 Nie brak w Bielsku-Białej miejsc, gdzie można dobrze i niedrogo zjeść. Dotychczas brakowało jednak przewodnika po lokalach gastronomicznych. Nasi dziennikarze składają niezapowiedziane wizyty w wybranych restauracjach. Dziś - Sushi Bar Nigiri.
Bary sushi są w naszym kraju coraz popularniejsze, lecz pożywienie w nich podawane jest dla Polaków nadal egzotyczne. W Bielsku-Białej istnieją trzy lokale tego typu. Jednym z nich jest Nigiri na rogu Mickiewicza i Sixta. Lokal należy do ogólnopolskiej sieci barów. Restauracje o tej nazwie znajdują się również w Warszawie, Poznaniu, Zielonej Górze, Katowicach, Wrocławiu, Ustroniu i Radomiu. - Reguły gry narzuca franczyzodawca, ale mogę wprowadzić wszystko to, czego nie ma w umowie - tłumaczy Krzysztof Szyndler, właściciel baru.
Orzeźwiające wino śliwkowe
Lokal funkcjonuje od siedmiu miesięcy. Jak podkreśla właściciel, dorobił się już grona stałych klientów. Prowadzi też sprzedaż sushi z dowozem do domu. Codziennie przyjmuje kilka takich zamówień. Do dyspozycji gości Nigiri są dwa pomieszczenia - oba niewielkich rozmiarów, mogące pomieścić jednocześnie ok. 18 osób. W drugim z pomieszczeń znajduje się akwarium, w którym do niedawna pływały piranie. - Karmiliśmy je surowymi rybami, których u nas pod dostatkiem - mówi Szyndler. - Piranie rozrosły się do takich rozmiarów, że musieliśmy je usunąć. Wystrój raczej gustowny i skromny, choć oko drażnią przewody wentylacyjne pod sufitem.
Szef Nigiri podejmuje wiele ciekawych inicjatyw, by popularyzować jedzenie sushi. Jednym z jego pomysłów są warsztaty, podczas których naucza przyrządzania tej japońskiej potrawy. Inną formą popularyzacji sushi są spotkania na temat kultury Kraju Kwitnącej Wiśni.
Pośród innych lokali tej sieci, bielskie Nigiri wyróżnia się, tym że posiada kilkanaście rodzajów wina. Są to hiszpańskie wina deserowe i półwytrawne, pochodzące z prowincji La Roja. Smakowitą osobliwością tego miejsca jest polskie wino śliwkowe (lampka 150 ml - 9 zł, butelka - 58 zł), które szczególnym wzięciem cieszy się porą letnią, gdyż podawane jest z kruszonym lodem. Jest to podobno bardzo orzeźwiający napój. Na półce z trunkami dostrzegliśmy też sake Choya (butelka - 80 zł).
Porcje dla samurajów
Karta dań tej sieci jest bardzo obszerna i ustalona odgórnie. - Ale rabaty są moje - żartuje pan Krzysztof. W Nigiri bielszczanie jedzą sushi w zestawach. Najtańszą kompozycją jest Kioto (27 zł), która składa się z dwunastu elementów. Klient spotyka się z sześcioma kawałkami maka surimi, czyli ryżu w otoczeniu glona nori wypełnionego awokado, oraz z taką samą ilość maków California, których część stanowią kawałki łososia i ogórka. Także wegetarianie znajdą coś dla siebie. Np. zestaw Daikon (31 zł), który składa się z siedemnastu elementów: sześciu kawałków maka z ogórkiem i sezamem, tyleż samo maków z rzodkiewką oraz pięciu futomaków wypełnionych ogórkiem, sałatą, serkiem i szczypiorem.
Dla klientów pochłaniających pożywienie w hurtowych ilościach bar przygotował zestaw Samuraj (325 zł), który zawiera 82 sztuki różnego rodzaju sushi. Łącznie Nigiri oferuje 16 zestawów tego japońskiego przysmaku. Przed przyjściem do lokalu warto więc nieco wcześniej złożyć telefoniczne zamówienie. Sushi przyrządzane jest bowiem na bieżąco. Trzeba je zjeść w ciągu trzech godzin od przygotowania, by zachowało świeżość.
Na uwagę zasługuje jedyna zupa w karcie dań - Miso (8 zł). To potrawa na bazie glonów, kawałków łososia i z dodatkiem sera tofu. Niebawem do menu baru wejdzie tatar z łososia.
Faux pas po japońsku
Do Nigiri przyszedłem ok. godz.19. Lokal świecił pustkami, ale w ten mroźny dzień mało kto odważył się wychylić nos zza progu ciepłego mieszkania. Jako że po raz pierwszy w życiu miałem sposobność konsumować sushi, poprosiłem właściciela lokalu oraz jego urodziwą partnerkę Małgorzatę o to, by instruowali mnie w czasie uczty. Aby zorientować mnie w temacie, podano mi zestaw składający się z siedemnastu sztuk sushi. Schludna kompozycja ułożona była w proste, geometryczne kształty.
Uśmiechnięta kelnerka podała białą herbatę (9 zł) w stylowym czajniczku. - Japończycy pijają właściwie tylko zieloną herbatę, lecz Europa rządzi się swoimi prawami - tłumaczy pan Krzysztof. - Herbata została już zaparzona na zapleczu. Tak, by nie parzyła się przez cały czas, bo wtedy nastąpiłby „przesyt”. Dla Japończyków przyrządzanie herbaty jest rytuałem. Parzą ją nawet dwie godziny. Herbata miała intrygujący posmak, ale niestety - dosyć szybko wystygła. Być może powinna być podawana na odpowiednim podgrzewaczu.
W pierwszej kolejności uraczyłem się makiem. Ta forma sushi otoczona jest glonem nori, którego środek wypełnia ryż, surowy łosoś (lub inny dodatek) i kawałek ogórka (6 szt.-16 zł). Zdecydowałem się nie używać pałeczek, lecz palców. Taki sposób spożywania sushi jest nie tylko dopuszczalny, ale i polecany przez znawców. - Niektórzy ludzie nie przychodzą do barów sushi tylko dlatego, że wstydzą się nieumiejętności jedzenia pałeczkami - zauważa Szyndler. Widelcem i nożem sushi jeść nie można, bo po prostu cała kompozycja rozmazałaby się na talerzu. Ponadto potrawę tę powinno zjadać się jednym lub maksymalnie dwoma kęsami. - Japończycy są bardzo zasadniczy - słucham kolejnej ciekawostki. - Jeżeli np. jedno ziarnko ryżu pozostanie niezjedzone, to uważają to za swoiste faux pas.
Sushi nie wystygnie
Pierwszego maka zjadłem bez żadnych dodatków, a wiec bez chrzanu wasabi i sosu sojowego. Dla typowo polskiego podniebienia było to nowe doświadczenie, lecz jeśli chodzi o doznania smakowe - dosyć skromne. Zwróciłem uwagę na rozpływający się w ustach długoziarnisty japoński ryż. Wymaga sporo fatygi podczas przyrządzania. Zaprawiany jest octem ryżowym, a później przez 40 minut gotuje się go w specjalnym szybkowarze. Kolejnym krokiem jest studzenie, którego nie warto przyspieszać, ponieważ ryż będzie się nadmiernie kleił.
Kolejne maki zajadałem już przy akompaniamencie wasabi (rośnie w japońskich rzekach) i sosu sojowego. Ponoć do Nigiri przychodzą pasjonaci japońszczyzny, którzy wprost maczają kawałki sushi w tej cieczy. Sos można wymieszać z chrzanem, który jest intensywny w smaku i niezwykle ostry.
W dalszej kolejności wziąłem w dłoń małż Hotate (2 szt. - 20 zł). Jest to biały, bardzo tłusty i niepozostawiający smaku w ustach element sushi. Każdy z kawałków przegryzałem marynowanym imbirem, który przypomina cienkie plasterki mięsa z łososia. Wyróżnia się niezwykle intensywnym smakiem i służy do oczyszczania kubków smakowych. Po każdym kęsie, wspomagałem trawienie łykiem białego półwytrawnego wina z Hiszpanii (8 zł)
Na koniec spróbowałem nigiri z dużym plastrem łososia (2 szt.-14 zł) oraz krewetką (2 szt.- 20 zł). Nigiri, to nie tylko nazwa bielskiego baru. To przede wszystkim ryżowa kulka, na którą kładzie się kawałek ryby. Całkiem spory plaster łososia imponował świeżością, a krewetka była chrupiąca. Jej słodkawy smak był jednak słabo wyczuwalny.
Najsmaczniejszy punkt degustacji
Inne nigiri, którego uraczyłem, podano z dodatkiem węgorza azjatyckiego ( 2 szt.-20 zł). Nie sądziłem, że najem się do syta przygotowanym dla mnie zestawem, ale myliłem się. Gdy miałem więc przejść do konsumpcji futomaków z łososiem teryaki ( 5 szt.-21 zł), zacząłem myśleć o dyskretnej rejteradzie z placu boju. - 6-8 wałków sushi jest bardziej pożywne niż 2-3 kawałki pizzy - zauważył szef bielskiego Nigiri. Mimo uczucia sytości, spróbowałem futomaków, które okazały się najsmaczniejszym punktem degustacji. Poza wspomnianym łososiem, ryż otoczony glonem nori zawiera kawałek serka philadelphia, awokado i sałatę.
- Jeżeli chcemy mieć energię i odżywiać się zdrowo, to idealne jest sushi - zachwala Krzysztof Szyndler. Trudno się z nim nie zgodzić. Zdrowe japońskie jedzenie nie przynosi wprawdzie tyle rozkoszy w ustach, ile daje europejska kuchnia, lecz za to nie wystygnie podczas kilkugodzinnej biesiady.
Sushi Bar Nigiri - Bielsko-Biała, ul. Mickiewicza 29. Czynne: niedziela - czwartek w godz.12-21 i piątek - sobota w godz.12-22.
Paweł Hetnał
|