Na przekór panującej wokół zimie bielski Teatr Lalek Banialuka przeniósł najmłodszych widzów w prawdziwie afrykańskie klimaty. Wczoraj odbyła się premiera "Tygrysa Pietrka”. Dźwięk afrykańskich bębnów, barwna scenografia i sympatyczny tygrys-podusia gwarantują dobrą zabawę dla całej rodziny.
 
Opowieść Hanny Januszewskiej należy już do klasyki literatury dziecięcej. - W Polsce nie mamy szerokiej dramaturgii dla teatrów lalkowych, ale "Tygrys Pietrek” jest jednym z najpopularniejszych przedstawień - podkreśla dyrektor Banialuki, Lucyna Kozień. - Przesłanie tego tekstu jest ponadczasowe. Teatry ciągle do niego wracają ze względu na wartość literacką, dramaturgię nastawioną na teatr lalek i tematykę ważną dla każdego dziecka.
 
Tygrys miewa pietra
 
Główny bohater tej historii, tygrys Pietrek jest przeciwieństwem rozbrykanych tygrysków rodem z „Kubusia Puchatka” A.A.Milne’a czy innych bajek. Należy raczej do nieśmiałych i strachliwych zwierzątek. Samo jego imię wskazuje na to, że często "miewa pietra”. Na dodatek dorosłe, odważne tygrysy depczą mu po piętach i za karę za tchórzostwo zabierają paski. Pietrek rusza w świat w poszukiwaniu swojej zguby. Czeka go wiele przygód, ale także niebezpieczeństw.
 
 - Jest to piękny tekst o tygrysku, który jak każde małe dziecko przeżywa lęki - mówi reżyser przedstawienia i jednocześnie odtwórczyni roli mamy tygryska, Lucyna Sypniewska. - Naszym założeniem była zabawa konwencją teatralną. Mam nadzieję, że widzowie odbiorą ten spektakl jako ciepły i rodzinny. Dla wielu dzieci już sama wizyta w teatrze jest przerażająca np. z powodu gasnącego światła. Myślę, że „Tygrys Pietrek” będzie pierwszym krokiem w przełamywaniu tego lęku.
 
Mocną stroną przedstawienia jest scenografia i kostiumy przygotowane przez Zofię de Ines. Jest to bardzo popularna w polskich teatrach artystka, która w przeszłości już współpracowała z Banialuką. Dla tego spektaklu stworzyła niezwykle barwną i różnorodną scenografię. Na scenie ciągle coś się dzieje: wkracza gigantyczny krokodyl, w sklepie niespodziewanie sam rozwija się ogromny kod kreskowy, tańczą Indianie, a do tego harcuje porywisty rumak.

 
Pietrek szuka tożsamości
 
Ale najwięcej emocji wśród maluchów wzbudził ogromny ser, który przyćmił fakt, że praktycznie nie było słychać kwestii wypowiadanych przez mieszkającą w nim myszkę. Wiele z tych elementów wiąże się z motywem pasków, które są symbolem poszukiwania tożsamości przez głównego bohatera. Ciekawy jest także sposób przedstawienia samego Pietrka. Ma on formę pacynki animowanej przez aktora, a jednocześnie maskotki umieszczonej na poduszce, potocznie zwanej "jaśkiem”. Jest to najczęstszy towarzysz dziecięcych snów. Dlatego tytułowy tygrysek tym bardziej wzbudza sympatię najmłodszych.
 
Jednym z najciekawszych elementów najnowszego przedstawienia Banialuki jest muzyka. Większość piosenek, skomponowanych specjalnie na tę okazję przez Krzysztofa Maciejowskiego, jest wykonywanych na żywo przez aktorów, spośród których szczególnie ciekawie brzmi głos Lucyny Sypniewskiej. Pomysł sprawdził się, ponieważ niektóre dzieci śpiewały wraz z aktorami, a inne tupały i klaskały w takt muzyki.
 
 - Spektakle, które realizuję dla najmłodszych staram się przygotować pod kątem dziecka, a nie dorosłego - tłumaczy reżyser przedstawienia. - Uważam, że dziecko i jego oczekiwania wobec spektaklu należy traktować poważnie. Jest przecież bardzo wymagającym widzem i nie można go potraktować byle jak. Dlatego „Tygrys Pietrek” obfituje w piosenki, grę na bębnach i wartką akcję.
 
Dla małych i dużych tygrysów
 
Umiejętna gra aktorów - szczególnie Radosława Sadowskiego, który wcielił się w tytułową rolę - sprawia, że świat teatralny staje się bliższy nawet najmłodszym widzom. Czasem aż chciałoby się wejść na scenę, by przytulić i pocieszyć lękliwego tygryska. Aktor wykazał się nie tylko odpowiednią dykcją, ale także tak ważną dla kotów sprawnością fizyczną.
 
W dużej mierze dzięki tej kreacji szczególnie najmłodsze dzieci mogą się utożsamiać z głównym bohaterem. Przecież dla nich świat jest taki ciekawy i pełen przygód, a równocześnie potworów czających się pod łóżkiem i w ciemnych szafach. Opowieść Hanny Januszewskiej zawiera ważne przesłanie o tym, że można pokonać każdy strach, jeśli myśli się o innych, a nie o sobie.
 
Agnieszka Pollak-Olszowska