Codziennie chodzimy ulicami, którymi oni podążali. Mieszkamy w ich mieszkaniach, bywamy w odwiedzanych przez nich miejscach, korzystamy z ich osiągnięć. Bez nich nasze miasto nie wyglądałoby tak, jak dzisiaj. Postanowiliśmy podążyć śladami niezwykłych postaci, które w przeszłości mieszkały w Bielsku i Białej. Pierwszą z nich jest zapomniana pisarka, Kazimiera Alberti.
 
Kazimiera Alberti urodziła się w 1898 r. w Bolechowie (ówczesna Galicja). Była żoną Stanisława Alberti - polityka, naukowca, tłumacza literatury słowiańskiej. Mąż był od niej kilka lat starszy i niezbyt urodziwy. Połączyła ich miłość do literatury i Tatr.
 
Goście saloniku w Białej
 
Swoje utwory początkowo publikowała w „Bluszczu” i „Almanachu kobiecym”. W latach 20-tych ukazał się jej debiutancki tomik pt. „Bunt lawin”, w którym - podobnie jak znani poeci Jan Kasprowicz (z którego rodziną się przyjaźniła) czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer - zachwyca się pięknem górskiej, tatrzańskiej przyrody. W kolejnym tomiku pt. „Mój film” ujawniła przyjaźń z kontrowersyjnym malarzem i pisarzem, Stanisławem Ignacym Witkiewiczem (Witkacym). Poznała go najprawdopodobniej dzięki swojemu mężowi, który napisał recenzję po premierze dramatu Witkacego pt. „W małym dworku”.
 
Kazimiera w swojej twórczości sprzyjała ruchom feministycznym i sprzeciwiała się narodowcom. W 1931 jej mąż został starostą powiatowym w Białej. Zamieszkali w budynku starostwa, który znajdował się przy współczesnym placu Wojska Polskiego (obecnie mieści się w nim przychodnia lekarska). W swoim domu prowadzili salonik literacki, w którym bywali m.in. Witkacy, członkowie rodziny Kasprowiczów i Nałkowskich oraz artyści. W 1931 roku Kazimiera wydała powieść pt. „Ghetto potępione”, w której opisała życie biednych rodzin ortodoksyjnych Żydów z Białej. W książce odnaleźć można opartą na faktach historię śpiewaczki operowej Selmy Kurz, która zdobyła popularność w całej Europie.
 
Przyjaźń Kazimiery z Witkacym rozwijała się mimo kilometrów dzielących Białą od Zakopanego. Legenda mówi, że gdy spotykali się, potrafili znikać razem na całe noce, by wcielać się np. w hrabiowską parę, która u obcych ludzi natarczywie poszukuje noclegu. Mąż Kazimiery najprawdopodobniej nie ingerował w jej życie towarzyskie. Do dziś nie wiadomo, czy z Witkacym połączył pisarkę romans. Pewne jest natomiast, że w 1933 roku zaprosiła go do Bielska, gdzie Witkacego operował znany laryngolog.
 
 Imprezy z Witkacym
 
 - W maju i czerwcu 1933 roku Witkacy cierpiał na zapalenie zatok. Być może wyrazem jego zmagania z chorobą był obraz pt. „Ciałka ropne” - mówi Jacek Proszyk, historyk badający życie Kazimiery Alberti. - W Bielsku artysta namalował kilka obrazów. Operował go tutaj jeden z najznakomitszych w ówczesnej Polsce laryngologów, żydowski lekarz dr Maksymilian Statter.
 
Witkacy opisywał nasze miasto w jednym ze swoich listów: - Tylko ustnie da się wyrazić piekielny nonsens istnienia Białej, Albertich, mnie i Beskidu (niwpięćniwdziewięć te góry tu właśnie) albo wierszem.
 
Najprawdopodobniej artysta nie mógł się pogodzić z wyglądem ówczesnego Bielska, które malowniczo położone pośród gór dymiło zewsząd kominami kilkudziesięciu fabryk włókienniczych.

 
W wierszu pt. „Portret ze świecami” Kazimiera Alberti opisuje sposób, w jaki malował ją ten ekscentryczny artysta:
„(…) Potem - tak od niechcenia - dotknięciem żółtej pasteli
Po obu stronach mojej zapaliłeś głowy
Dwie świece puszyste, wysokie -
I odsunąłeś na bok kredki kolorowe
Odszedłeś od sztalugi twardym, chwiejnym krokiem”.
 
Uratowana przez Żydów
 
W 1936 roku ukazał się kolejny tomik Kazimiery pt. „Usta Italii”. Autorka cały czas angażowała się w życie kulturalne miasta: organizowała miejski kabaret artystyczny, wystawy malarskie w Sali „Pod Orłem”, pisała dramaty m.in. dla Teatru Polskiego, brała udział w licznych odczytach i wieczorach autorskich. Współcześni jej artyści i bywalcy balów zachwycali się urodą i modnymi strojami pani Alberti. Każde przedsięwzięcie opatrzone jej nazwiskiem zwieńczone było sukcesem.
 
W 1934 roku Kazimiera wydała powieść mieszczańską pt. „Ci, którzy przyjdą”. Książka, opisująca dzieje rodu Rumiszewskich, ze względu na liczne wątki romansowe, a przede wszystkim historię miłości między nauczycielką i uczniem, wywołała skandal i została uznana za pornograficzną. Jej nakład skonfiskowano.
 
W 1939 roku Stanisław Alberti jako kapitan Wojska Polskiego zgłosił się do armii. Nie jest znana dokładna data jego śmierci. Najprawdopodobniej został rozstrzelany w Katyniu. Witkacy w 1939 roku popełnił samobójstwo. W czasie wojny Kazimiera była aresztowana przez NKWD. Przeżyła także pobyt w obozie koncentracyjnym Ravensbruck.
 
Po wojnie wróciła do Białej, gdzie władze komunistyczne zarekwirowały mieszkanie pisarki i jednocześnie dały jej do zrozumienia, że powinna wyjechać z kraju. Wtedy Kazimiera poprosiła o pomoc środowisko żydowskie, z którym - mimo, że do niego nie należała - przyjaźniła się jeszcze przed wojną. Dzięki pomocy Żydów wyjechała do Włoch i zamieszkała w Bari. Władze komunistyczne zakazały wznawiania i publikowania jej dzieł oraz wspominania w jakichkolwiek źródłach o tej autorce. Niektórzy mówią, że dzięki temu wiele mniej znanych pisarek zrobiło karierę w latach 50-tych XX wieku.
 
Pan Jacek i pani Kazia
 
We Włoszech Kazimiera wyszła za mąż po raz drugi. Wydała jeszcze kilka dzieł, w tym „Duszę Kalabrii”, które na język włoski tłumaczył jej mąż. Zmarła w 1962 roku, zapomniana przez większość rodaków .
 
Kazimiera Alberti była artystką, która ożywiła życie kulturalne międzywojennego Bielska i Białej. Była jedną z niewielu ówczesnych kobiet, które nie żyły jedynie w cieniu swoich mężów pracujących na ważnych stanowiskach. Zaledwie kilka lat temu ożywiło się zainteresowanie tą postacią, głównie dzięki spotkaniom z cyklu „Fabryka Sensacji Proszyk i S-ka”, które odbywają się w Teatrze Polskim.
 
 - Gdyby nie pasja i detektywistyczna dociekliwość Jacka Proszyka, postać Kazimiery Alberti, jednej z najbardziej barwnych i wpływowych osób żyjących w latach 30. XX w. w naszym mieście, uległaby zupełnemu zapomnieniu - podkreśla literaturoznawca, dr Marek Bernacki. - Po autorce kilkunastu książek nie pozostał dosłownie żaden ślad. Może jeden Jan Picheta, niestrudzony propagator poezji i znawca historii miasta, mógłby coś o niej powiedzieć. A przecież pani Kazia (jak pieszczotliwie mówi o niej Jacek Proszyk) nie była wyłącznie pisarką! Przez wiele lat, korzystając z gościnności różnych instytucji (szkół, teatrów, hoteli), wygłaszała odczyty i prelekcje poświęcone literaturze i sztuce, organizowała koncerty, wystawy i rewie mody, a zyski czerpane z tych przedsięwzięć przekazywała najczęściej na cele charytatywne. Można śmiało powiedzieć, że życie towarzyskie i kulturalne Bielska i Białej w latach 30. ub. stulecia byłoby bez niej uboższe i mniej kolorowe.
 
Przy wejściu do budynku, w którym mieszkało małżeństwo Albertich, dopiero w 2009 roku odsłonięto pamiątkową tablicę. Jednej z bielskich ulic nadano imię tej pisarki.
 
Agnieszka Pollak-Olszowska