Wielu bielszczan pamięta go jako niedoszłego budowniczego aquaparku. Bogdan Traczyk przegrał wybory prezedenckie z Jackiem Krywultem, a następnie musiał bronić swojego dobrego imienia w sądach i prokuraturach. Od lat oferuje doświadczenie i wiedzę zamożnym Gliwicom, lecz wolałby służyć swojemu miastu. Choć został - jak mówi - sponiewierany w Bielsku-Białej, nie wyklucza w przyszłości powrotu do bielskiego Ratusza.
 
 - Przez blisko osiem lat byłem targany przez władze Bielska-Białej po sądach i prokuraturach. To osiem lat udręki, niepewności jutra, i mało, doprawdy, komfortowej sytuacji - mówi Bogdan Traczyk. - Dzisiaj mam to już za sobą. Wygrane procesy i odrzucone, absurdalne zarzuty. Mimo tego, że racje w tych sporach okazały się moje, od nikogo z bielskich władz nie usłyszałem słowa „przepraszam”. W tej machinie najwidoczniej nie ma miejsca na zwykłe, ludzkie i kulturalne odruchy. To smutne i jakieś takie małe.
 
Wilczy bilet
 
Tuż po przejęciu w Bielsku-Białej władzy przez Jacka Krywulta, Traczykowi postawiono kilka zarzutów związanych z wykonywaniem przez niego funkcji prezydenta miasta. Mniejsza o szczegóły, bo o nich pisaliśmy już wielokrotnie. W każdym razie każdy z nich, w przypadku udowodnienia, groził sankcjami karnymi i finansowymi.
 
 - Dostałem też swoisty wilczy bilet. Nie miałem tu czego szukać - wspomina Traczyk. - Znalazłem się więc w sytuacji trudnej. Musiałem się bronić przed prokuratorem i w sądach, a jednocześnie starać się jakoś przeżyć, utrzymać rodzinę.
 
Inna mentalność
 
Byłego prezydenta stolicy Podbeskidzia doceniono w końcu w Gliwicach. Tamtejszy prezydent Zygmunt Frankiewicz poznał się na umiejętnościach menadżerskich Bogdana Traczyka i zaoferował mu start w konkursie na stanowisko prezesa zarządu Agencji Rozwoju Lokalnego, a po wygraniu tej rywalizacji - stanowisko, na którym pracuje do dzisiaj.
 
 - Gliwice, to zupełnie inna mentalność ludzi sprawujących władzę - tłumaczy Traczyk. - To kultura, wiedza i otwartość. To ludzie wywodzący się z nurtu akademickiego Politechniki Śląskiej. Nie ma tam ani krzty zamordyzmu, za to panuje atmosfera wiedzy i pokory wobec wyborców. Są też tego pozytywne efekty. Gliwice nie są zadłużone i mają świetne perspektywy ekonomiczne na przyszłość.
 
Prezydent na ciężkie czasy
 
Jak były prezydent Bielska-Białej z obecnej perspektywy postrzega nasze miasto? - Przyznam szczerze, że jest mi smutno - nie ukrywa Bogdan Traczyk. - Miasto faktycznie zmieniło się, ale czy na lepsze? Przybyło sklepów wielkopowierzchniowych, wybudowano obwodnice, z których i tak największa nie była inwestycją miejską, lecz państwową. Wydano miliony, ale tych pieniędzy w samym mieście nie widać. Nie widać na dziurawych drogach osiedlowych, wyjazdowych. Nie widać w infrastrukturze. Chyba, że komuś podoba się hala pod Szyndzielnią. Za to widać, jak zmarnowano szansę na rozwój tej części miasta. Mam na myśli teren przygotowany przeze mnie pod aquapark.
 
Zapytaliśmy też Bogdana Traczyka, czy myśli jeszcze o prezydenturze w Bielsku-Białej. - Oj! Na pewno nie teraz - uśmiecha się były prezydent. - Nie w czasach wydawaczy pieniędzy, zwłaszcza tych unijnych. To łatwe. Gorzej, gdy przyjdzie czas spłacania długów. Może właśnie wtedy. Kiedy trzeba będzie dobrego menadżera. To będzie prawdziwe wyzwanie, a ja takie lubię. Ale do tego mieszkańcy powinni zrozumieć, że naprawdę nadchodzi ciężki okres dla Bielska-Białej, które przez ostatnie lata zostało bardzo zadłużone. Do tego stopnia, że aby wyjść z kryzysu, przez najbliższe 20 lat praktycznie nie można zaciągać nowych kredytów. A to też jest niemożliwe.
 
Kuba Jarosz