Bielszczanie powinni mieć prawo współdecydowania o przeznaczeniu 1-2 proc. środków budżetowych - zaproponował wczoraj radny Roman Matyja, powołując się na doświadczenia innych samorządów. Prezydent Bielska-Białej jest w tej sprawie sceptykiem.

Na wczorajszej sesji Rady Miejskiej Bielska-Białej radny Matyja złożył w tej sprawie wstępny projekt uchwały z załącznikami. Wniosek dotyczy wprowadzenia do bielskiego prawa lokalnego instytucji tzw. budżetu partycypacyjnego. Możliwość współdecydowania mieszkańców o przeznaczeniu niewielkiej części budżetu miejskiego na wybrane przez siebie cele wprowadzają w różnej formie inne samorządy, m.in. w Poznaniu, Sopocie czy Dąbrowie Górniczej.

Radny uważa, że bielszczanie powinni mieć prawo decydowania o sposobie spożytkowania ok. 6 mln zł, począwszy od przyszłorocznego budżetu. Prawo zgłaszania wniosków miałby każdy mieszkaniec miasta, który zbierze 30 podpisów z poparciem, oraz rady poszczególnych osiedli. Propozycje byłyby zbierane do końca czerwca, a następnie zaprezentowane na specjalnej stronie internetowej. Głosowanie byłoby jawne - np. przy pomocy poczty elektronicznej.

Roman Matyja jest przekonany, że budżet partycypacyjny byłby lekcją współodpowiedzialności obywateli za losy miasta. Bielszczanie mogliby decydować o sprawach lokalnych społeczności raz w roku, a nie tylko co cztery lata przy okazji wyborów samorządowych. Zdaniem prezydenta Jacka Krywulta, wniosek radnego trzeba rozpatrzyć, ale co do idei nie krył sceptycyzmu. Prezydent podkreślał, że przekazanie części środków budżetowych do dyspozycji aż 30 rad osiedli uszczupliłoby budżet miasta, które ma swoje priorytety inwestycyjne.

rok