Dziś przed bielskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces mężczyzny oskarżonego o spowodowanie wypadku w Przybędzy na Żywiecczyźnie, w którym zginęło osiem osób, a dziesięć zostało rannych. Janusz S. nie przyznaje się do winy i odmówił składania zeznań.

Do tragedii doszło pod koniec marca ub. roku. Janusz S. kierował ciągnikiem Scania z wózkiem do przewozu drewna. W pewnym momencie naczepa uderzyła w bus, którym wracali górnicy z kopalni ?Mysłowice-Wesoła?. Prokuratura zarzuca mężczyźnie, że świadomie naruszył zasady bezpieczeństwa i tym samym nieumyślnie doprowadził do wypadku. 

Jak ustalili biegli, zestaw, który prowadził oskarżony był w złym stanie technicznym. Ponadto Janusz S. jechał zbyt szybko. W rezultacie nadmiernej prędkości wózek zjechał na przeciwległy pas ruchu i uderzył wprost w nadjeżdżającego busa. Januszowi S. grozi osiem lat więzienia. Mężczyzna jest pod opieką psychiatry i psychologa. Ze względu na zły stan psychiczny oskarżonego proces nie mógł rozpocząć w lutym.

Janusz S. nie przyznaje się do winy i odmówił składania zeznań. Na dzisiejszej rozprawie podtrzymał jedynie swoje zeznania złożone w trakcie śledztwa. Wyjaśnił wówczas, że nie wiedział, iż przyczepa i ciągnik są nieprawidłowo podłączone. - Wykonano je w profesjonalnym warsztacie - podkreślał oskarżony. Przekonywał również, że jechał z prędkością 70 km/godz. Dziś na sali rozpraw pojawiły się rodziny górników, którzy zginęli w wypadku.

Tekst i foto: sza