Mieszkańcy zagrzybionego budynku przy ulicy Partyzantów w Bielsku-Białej (b. Szkoła Podstawowa nr 5) na własny koszt wynajęli specjalistę mykologa do zbadania stanu powietrza w swoich mieszkaniach. Wyniki ekspertyzy ich przeraziły. Lokale atakują cztery groźne zarodniki grzybów, które mogą być m.in. przyczyną nowotworów.

 - Gdy zobaczyłam, co mykolog wykrył w naszym domu dosłownie doznałam szoku - mówi Patrycja Mazurczak, lokatorka z budynku przy ulicy Partyzantów. - Było dla nas oczywiste, że mamy w mieszkaniach pleśń i zarodniki, ale nie mieliśmy pojęcia, że aż tak dużo i tak groźnych! O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy szczegółowo w artykule Grzyb ma się dobrze.

Doniesienie do prokuratury

Dr Witold Frąckowiak z Krakowa jest rzeczoznawcą Polskiego Stowarzyszenia Mykologów Budownictwa. Na początku listopada przez ponad dwanaście godzin badał ściany i powietrze w mieszkaniach na parterze byłej ?piątki?. Teraz dostarczył mieszkańcom wyniki. Okazuje się, że mieszkania atakują cztery groźne zarodniki grzybów powodujące m.in. zakażenia powierzchowne, alergie, bóle głowy, zmęczenie, zapalenia pęcherzyków płucnych, a nawet nowotwory złośliwe.

 - W moim mieszkaniu ilość zarodników w metrze sześciennym jest przekroczona średnio dwa razy w stosunku do bezpiecznej normy przyjętej przez mykologów - wyjaśnia pani Patrycja. - U sąsiadki jest to nawet dziesięciokrotne przekroczenie. To się w głowie nie mieści!

Zanim do lokatorów z feralnego budynku dotarły wyniki badań na obecność zarodników grzybów, mieszkańcy zgłosili do Prokuratury Rejonowej doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Bielsku-Białej. Prokuratura przyjęła sprawę i obecnie przesłuchuje świadków.

Dopiero będzie dramat?

 - W moim przypadku kropką na ?i? był pogarszający się stan zdrowia córki - wyjaśnia nasza rozmówczyni. - Już w wakacje skóra mojego dziecka pokryła się okropnymi wypryskami. Córka była kilka tygodni na różnych antybiotykach i sterydach, a jej stan się nie poprawia. Lekarz wyraźnie dał do zrozumienia, że powodem mogą być zarodniki grzybów.

Przypomnijmy, że budynek przy Partyzantów wyremontowany został za blisko 5 mln zł celem zaadaptowania go na mieszkania komunalne. Wprowadzający się lokatorzy musieli na własny koszt wykończyć mieszkania. Z czasem w lokalach zaczęła pojawiać się wilgoć oraz nieprzyjemny zapach, a najemcy odczuwali dyskomfort zdrowotny. Na wiosnę br. okazało się, że w zamkniętej części budynku - w piwnicach - panuje zagrzybienie i wilgoć.

Urzędnicy miejscy wyjaśniali później, że z powodu braku środków finansowych podczas prac remontowych nie wykonano w budynku izolacji. Aby poprawić sytuację, w piwnicy zainstalowano wtedy wywietrzniki oraz tzw. osuszacz. - To nic nie da, bo nie likwiduje przyczyny, a jedynie ogranicza skutek. Grzyb, jak widać z ekspertyzy, ma to w nosie i wszystko skończy się jakimś dramatem - żali się pani Patrycja.

Tekst i foto: Krzysztof Oremus