W godzinach porannych bielską ulicą Frycza-Modrzewskiego maszerują dzieciaki do pobliskiej szkoły. Niebezpiecznym dla nich miejscem jest skrzyżowanie z ul. Listopadową. Znaku zakazu ruchu nie przestrzegają nawet służby miejskie. Łatwo wtedy o nieszczęście.

Przy skrzyżowaniu Frycza-Modrzewskiego z Listopadową stoi znak B-1, oznaczający zakaz ruchu w obu kierunkach. Teoretycznie kierowcy nie powinni więc korzystać z tego odcinka Listopadowej. Zakaz jest nagminnie łamany przez osoby, które w ten sposób skracają sobie dojazd do ul. Sobieskiego. Ze skrótu korzystają nawet radiowozy policyjne (w drodze do prokuratury) oraz pojazdy Grupy Ratownictwa PCK (pobliska siedziba).

Dziś ok. godz. 8.00 w newralgicznym miejscu pojawił się radiowóz Straży Miejskiej. Pojazd oznakowany jako ?S-4? zaparkował na chwilę przed jednym z budynków. Stał na tyle długo, że wystraszył kilku kierowców, którzy zamierzali skorzystać ze skrótu, ale na widok straży zawracali auta na skrzyżowaniu Listopadowej z Frycza-Modrzewskiego. Strażnicy nie przyjechali jednak po to, aby egzekwować prawo o ruchu drogowym. Po załatwieniu swojej sprawy, ruszyli przed siebie, po drodze przyglądając się samochodom, które również łamały zakaz.

Mamy pytania dla osób odpowiedzialnych za organizację ruchu w Bielsku-Białej: dla kogo ustawiono znak B-1 w tym miejscu? Dlaczego nie został zdemontowany, jeśli przestał być potrzebny? Czy przypadki demonstracyjnego lekceważenia przepisów przez funkcjonariuszy publicznych mają wpływ na postawy innych użytkowników drogi?

rok