Aleksander Sułkowski rządził Polską?
Mało kto wie, że bielski książę Sułkowski to bohater jednej z najważniejszych powieści historycznych Józefa Ignacego Kraszewskiego. Czy Sułkowski rzeczywiście sprawował realną władzę nad Polską i Saksonią? O tę m.in. sprawę zapytaliśmy historyka Grzegorza Madeja, który doktoryzuje się z historii rodu Sułkowskich.
Drezno, pierwsza połowa XVIII wieku. August II Mocny, elektor Saksonii i król Polski prowadzi życie pełne przepychu i rozpusty. Powszednie dni na jego dworze zaczynają się polowaniami, a wieczory wypełniają alkoholowe libacje przy muzyce i szaleństwach błaznów. Król tu jedynie panuje - realną politykę prowadzą jego ministrowie, przy dworze obecna jest też obca agentura.
W tym czasie polski szlachcic Aleksander Józef Sułkowski od dziecka towarzyszy królewiczowi Fryderykowi. Jako jego najwierniejszy paź i przyjaciel, przygotowuje się do objęcia rządów. August II umiera, rządy przejmuje syn, a zaufany królewicza, Sułkowski zostaje pierwszym ministrem. To on podsuwa dekrety, przyjmuje u siebie dyplomatów innych mocarstw. W planie ma zacieśnienie unii polsko-saksońskiej i wojenne wyprawy na Śląsk.
Po pięciu latach rządów plany pokrzyżuje mu jednak Henryk Brühl, przyszły pierwszy „premier-minister” Saksonii. Przy pomocy intryg dworskich i przekupstwa wkupi się w łaskę Augusta III, a Sułkowskiego skaże na wygnanie. Oto fabuła wydanego w 1874 roku „Brühla”.
Z bielskim historykiem Grzegorzem Madejem rozmawia Piotr Skarewicz
W jakich okolicznościach Aleksander Józef Sułkowski znalazł się na dworze Sasów?
- Według najnowszych ustaleń, Sułkowski prawdopodobnie pojawił się w otoczeniu królewicza za pośrednictwem jezuitów. Swego czasu twierdzono, jakoby Sułkowski miał być nieślubnym synem Augusta II. Doktor Adam Perłakowski jako pierwszy zupełnie odrzucił tę hipotezę. Wiemy, że Aleksander Sułkowski urodził się w Krakowie, a jego matka nie była osobą, która mogłaby znaleźć się w otoczeniu dworu saskiego. Zresztą, Fryderyk II August w tym czasie nie był jeszcze królem Polski.
Kariera na dworze królewskim
Kraszewski w swojej powieści skupia się na odmalowaniu obyczajów epoki i kulisach dochodzenia do władzy niż na samej polityce. Z kolei Aleksander Sułkowski jest przedstawiony jako polityk bardzo ambitny. Czy wykorzystał politycznie swoje pięć lat jako pierwszy minister Augusta III?
- Dla króla najistotniejszym doradcą był Sułkowski. Wiązało się to z ówczesną sytuacją polityczną, w której celem było stworzenie unii polsko-saskiej. To właśnie Aleksander Sułkowski miał być gwarantem tej koncepcji politycznej. W Saksonii był on „głową” tzw. opcji polskiej. Trzeba jednak pamiętać, że Saksonia była krajem protestanckim. Sułkowski, jako katolik i obcokrajowiec, pomimo funkcji ministerialnych nie mógł pełnić samodzielnej władzy. Wszystkie jego decyzje przechodziły przez Henryka Brühla. Od początku objęcia władzy przez Augusta III panowała swoista dwuwładza. Koncepcja państwa polsko-saskiego nie była po myśli samych Saksończyków, a ich stronnikiem na dworze był właśnie Henryk Brühl.
Postaci, którymi Kraszewski w „Brühlu” zapełnił dwór saski, wspominają o „wstępowaniu na tron” przez Sułkowskiego, okres bez dominacji któregoś z ministrów nazywają „bezkrólewiem”, a sami królowie są zupełnie obojętni wobec polityki. Henryka Brühla historia wprost nazywa człowiekiem, który rządził Saksonią i Królestwem Polskim. Czy o Sułkowskim w latach 1733-1738 możemy powiedzieć to samo?
- Rządy Aleksandra Sułkowskiego były bardziej pozorne niż Henryka Brühla. Sułkowski był cały czas kontrolowany przez swojego następcę. Obydwóch cechowała ambicja i ani jeden, ani drugi nie wyobrażali sobie stałej współpracy na równych prawach. Brühl był bardziej bezwzględny w dążeniu do realizacji swoich celów i dlatego wygrał nieoficjalny, pięcioletni bój o samodzielną, autokratyczną władzę. Ambicje Sułkowskiego skończyły się tak naprawdę na etapie planowania. Trzeba też pamiętać, że Sułkowski przez swoją gwałtowną karierę miał przeciwników również w Polsce. W tym przypadku zadziałał odwieczny problem ze zjednoczeniem się polskiej szlachty, aby zrealizować jakiś cel, co nie pomagało staraniom Sułkowskiego.
Bielsko, czyli ostatni przystanek
Po opuszczeniu dworu, Sułkowski jeszcze jakiś czas przebywa w Saksonii. Lata 40. spędził już w zachwycającej rezydencji w Rydzynie. W 1752 roku zakupił państwo bielskie od Fryderyka Wilhelma von Haugwitza. Czym właściwie było takie ówczesne państwo stanowe? Czy posiadało autonomię względem Cesarstwa Austriackiego?
- Zakupione przez Sułkowskich wolne państwo stanowe Bielsko nie posiadało autonomii względem cesarstwa, a jedynie względem urzędów lokalnych księstw. Podniesione przez Habsburgów najpierw do rangi księstwa niższego, a następnie wyższego zorganizowane zostało na prawach fideikomisu - wieczystego powiernictwa rodowego (Fideicommissum familiae perpetum) dziedziczonego przez najstarszego męskiego przedstawiciela rodu. Będąc powiernikami, nie mogli oni np. zaniżać wartości tutejszych gruntów czy dzielić ich bez pozwolenia władzy cesarskiej. Sułkowscy sprawowali władzę m.in. sądowniczą w swych dominiach i mieście. Jednak ich historia wskazuje, że władza sprawowana nad miastem była pozorna i z czasem coraz bardziej ograniczana.
W 1752 cesarzowa Maria Teresa nadaje Aleksandrowi Sułkowskiemu tytuł książęcy, Bielsko automatycznie staje się księstwem. Miesiąc później Sułkowski zostaje już księciem Rzeszy. Czy za tymi zmianami szły konsekwencje polityczne, czy charakter tego awansu był zupełnie symboliczny? Dla ówczesnych bielszczan to było coś więcej niż tylko abstrakcyjne tytuły lokatorów zamku?
- Dla Sułkowskich był to przede wszystkim tytuł. Jeśli chodzi o mieszkańców, odpowiem w ten sposób: ta różnica jest porównywalna do sytuacji, w której zastanawiamy się, czy lepszym rozwiązaniem jest województwo bielskie, czy Bielsko w większej strukturze województwa śląskiego. Wiadomo, że dla nas lepiej jest, gdy możemy pewne sprawy załatwić na miejscu, u siebie, zamiast jechać do Katowic. Więcej spraw rozstrzyga się w Bielsku i tutaj zostaje więcej pieniędzy. Podobnie dla ówczesnych mieszczan zmiana stanowiła ułatwienie przede wszystkim w kwestiach administracyjnych. Pewne rzeczy mogli załatwić na miejscu i nie musieli podróżować np. do Cieszyna. Biorąc pod uwagę, czym była taka podróż w XVIII wieku, być może było to ułatwienie jeszcze większe. Inną kwestią pozostaje pytanie, czy łatwiej było im załatwić swe sprawy w urzędach Sułkowskich, czy w Cieszynie lub wyższych urzędach? Relacje między bielskimi mieszczanami a Sułkowskimi nie zawsze były wzorcowe, ale to już odrębny temat.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Piotr Skarewicz



Klauzula informacyjna ›