Wolno żyjące zwierzęta w myśl ustawy o ochronie zwierząt stanowią dobro ogólnonarodowe i są własnością Skarbu Państwa. Co jednak jeśli w wyniku wypadku lub choroby wymagać będą pomocy? Postanowiliśmy sprawdzić, jak piecza nad tym cennym majątkiem jest realizowana w Bielsku-Białej.

Prawo dopuszcza chwytanie rannych lub osłabionych zwierząt objętych ochroną gatunkową celem leczenia i opieki. W przypadku krótkotrwałych działań doraźnych - udzielenia pierwszej pomocy, nakarmienia, napojenia czy ogrzania - nie potrzeba zezwoleń. Funkcje takie może częściowo realizować Miejskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt, którego kierowcy całodobowo odbierają zwierzęta. Inna sprawa, że z  informacji od Czytelników wynika, że czasami ma to miejsce dopiero po kilku godzinach, szczególnie w porze nocnej.

Schronisko nie może leczyć

Z rodzimych dzikich zwierząt najczęściej do schroniska trafiają gołębie, drobne ptaki, sarny, jeże, ptaki drapieżne i wodne, ale przywożone są też m.in. zaskrońce, nietoperze, bobry, lisy, zające, wiewiórki, kuny, jenoty, tchórzofretki i łanie. O dziwo, od 2015 roku nie trafił się żaden dzik.

Schronisko nie może leczyć i rehabilitować, gdyż funkcjonuje na zupełnie innych zasadach prawnych niż ośrodki rehabilitacji, które muszą spełniać specyficzne dla różnych gatunków warunki i posiadać odpowiednią infrastrukturę. W piśmie, które otrzymaliśmy ze schroniska Reksio wynika, że zwierzętom udzielana jest pomoc w gabinecie weterynaryjnym, a "w wyjątkowych przypadkach, kiedy zwierzę dziko żyjące nie może powrócić do swojego naturalnego środowiska, jest przewożone do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt”.

Znajomość przepisów to jedno, ale jak współpraca z ośrodkami wygląda w praktyce? Na terenie województwa śląskiego są cztery takie ośrodki: Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Chorzowie , Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt na Górze Czantoria, Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Leśne Pogotowie w Mikołowie” oraz Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Mysikrólik” z Bielska-Białej. Do których trafiają zwierzęta z Reksia?

Nie potrzebowały rehabilitacji?

Okazuje się, że Chorzów i Mikołów w ostatnich latach w ogóle nie współpracowały z bielskim schroniskiem. Ośrodek na Czantorii, zajmujący się rehabilitacją ptaków drapieżnych, przyjął  w 2016 roku jedną pustułkę. Logicznym wydaje się więc, że zwierzęta z Reksia trafiają do najbliższego ośrodka, czyli do "Mysikrólika". Z informacji uzyskanej w Reksiu wynika, że w 2016 roku skierowano tam siedem zwierząt. Tyle, że osoby prowadzące ośrodek zaprzeczają, że przekazano im jakiekolwiek zwierzę.

Dla porównania, w drugiej połowie 2014 i w 2015 roku dzięki środkom budżetu obywatelskiego do Przychodni Medvet Plus i "Mysikrólika" trafiło 81 zwierząt. Tam dochodziły do zdrowia i nabierały sił przed odzyskaniem wolności.

Ze statystyk Miejskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt za 2016 rok wynika, że przywieziono do niego 114 dzikich zwierząt. Spośród nich 41 padło, 28 poddano eutanazji, na wolność wypuszczono 37, a do ośrodków przekazano tylko osiem ptaków. Czy to możliwe, że wszystkie uratowane i nie poddane eutanazji zwierzęta (oprócz ptaków) po udzieleniu doraźnej pomocy w schronisku Reksio trafią od razu na wolność bez konieczności rehabilitacji?

 - Zajmuję się pomocą zwierzętom od 25 lat. W tym czasie przez moje ręce przeszło ponad 10 tys. zwierząt z ponad 150 różnych gatunków. Może jeden przypadek na tysiąc to taki, że zwierzę po otrząśnięciu się z oszołomienia nie wymaga dalszej pomocy. Nawet wtedy należy jednak przetrzymać je na obserwacji. Praktycznie niemożliwe jest, żeby poszkodowane dzikie zwierzę, które pozwoliło się zbliżyć człowiekowi, można było wypuścić - powiedział nam Jacek Wąsiński z "Leśnego Pogotowia" w Mikołowie, specjalista ochrony środowiska i leśnik.

Trzeba zgłaszać prokuraturze

Podobnego zdania jest Sławomir Łyczko z "Mysikrólika". Nawet wychudzone czy zarobaczone zwierzę wymaga opieki. W przypadku zwierząt poszkodowanych wypuścić można zaledwie nikły procent. Przykład głośnej przed rokiem sprawy sarenki z odciętymi kawałkiem racicy, którą zdaniem Jacka Wąsińskiego można było uratować, a którą w Bielsku-Białej uśpiono, wskazuje, że być może stan części zwierząt umożliwiał ich skuteczne wyleczenie. Gdyby tylko schronisko przekazywało zwierzęta do ośrodków.

O obowiązku zapewnienia zwierzęciu opieki informuje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach. W przyjętym stanowisku stwierdza, że w przypadkach kiedy istnieje podejrzenie, że znalezione przez pracowników gminy lub przez mieszkańców zwierzęta i przekazane samorządom, które wymagają leczenia i opieki, nie trafiają do miejsc posiadających status ośrodka rehabilitacji, wówczas informacje takie należy zgłaszać organom ścigania.

Problem nie jest prosty, gdyż opieką nad rannymi zwierzętami dzikimi, chronionymi i łownymi stanowiącymi własność skarbu państwa i dobro ogólnonarodowe, podobnie jak większością przypadków utylizacji ciał leśnych zwierząt, powinny zajmować się gminy.

Gmina ma obowiązek

Bielski ośrodek "Mysikrólik" utrzymywany jest z datków, a prowadzą go społecznie Sławomir i Agnieszka Łyczko. Pan Sławomir potwierdza, że w rozmowach z przedstawicielami miasta i kierownictwem schroniska Reksio powraca temat kosztów. Ratusz nie chce zlecać oraz płacić uprawnionym ośrodkom za utrzymanie i leczenie dzikich zwierząt. Co więcej, schronisko obciąża "Mysikrólika" nawet kosztami utylizacji padniętych sztuk. W przypadku innych okolicznych gmin też bywa różnie.

Gmina ma obowiązek opracowania programu ochrony przyrody i troski o bioróżnorodność. W programie ochrony środowiska w Bielsku-Białej na lata 2017-2020 w punkcie dotyczącym ochrony gatunkowej próżno szukać konkretnych działań. Mowa jest tylko o dokonanej inwentaryzacji. Ze względu na znacznie koszty opieki weterynaryjnej i brak precyzyjnych przepisów nikt nie czuje się w pełni odpowiedzialny za jeszcze żywe mienie państwa. Problem przez jakiś czas załatwiały środki z budżetu obywatelskiego, ale w świetle przepisów o majątek skarbu państwa należy właściwie dbać cały czas, a nie tylko "od święta".

Piotr Bieniecki

Na zdjęciu: dzika pustułka żyjąca w centrum Bielska-Białej