Pomoc zza Wielkiej Wody
Prywatne Muzeum Literatury im. Władysława Reymonta w Bielsku-Białej od zawsze borykało się z problemami, wielokrotnie groziło mu zamknięcie. Teraz sytuacja się poprawiła: jego twórca i właściciel Tadeusz Modrzejewski otrzymał kanadyjski medal, a tamtejsza Polonia zaczęła wspierać go finansowo.
Placówka przy ul. Pankiewicza 1 została utworzona w 1989 roku. W specjalnych gablotach prezentowane są tu ręcznie przepisywane dzieła klasyków literatury polskiej. Tadeusz Modrzejewski, z zawodu tkacz, używa gęsiego pióra i dotychczas przepisał oraz ozdobił ilustracjami 126 ksiąg. Są wśród nich nie tylko dzieła Reymonta, ale również m.in. „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza, „Stara baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego i „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza. Muzeum odwiedziło ok. ćwierć miliona osób.
Zrzutka w skarbówce
- Skrybą zostałem ponad trzy dekady temu. W 1989, dzięki interwencji ówczesnego ministra kultury Aleksandra Krawczuka, władze wynajęły mi kamieniczkę przy Pankiewicza. Była w opłakanym stanie, wywiozłem z niej 14 ciężarówek gruzu, doprowadziłem wnętrza do porządku. Wtedy miałem jeszcze pieniądze, potem zaczęło ich brakować - opowiada.
Dwukrotnie groziła mu eksmisja. Od siedmiu lat nie ma prądu, a ogrzewania od zawsze. - Uratowały mnie media oraz dobrzy ludzie. Dziennikarze narobili szumu, pani sędzia po wysłuchaniu mojej historii się popłakała, ale najciekawsza była reakcja Urzędu Skarbowego. Przyszedł do mnie elegancki pan, wrzucił dychę do skarbonki i wręczył wezwanie. Gdy się stawiłem, pytano o nieewidencjonowane dochody. Odparłem, że owszem, mam takie i wskazałem owego pana, który siedział przy sąsiednim biurku. Ostatecznie zrobili w urzędzie zbiórkę pieniędzy na muzeum, a mnie dali spokój. Do dziś żadnych pitów nie wypełniam.
Tadeusz Modrzejewski żali się tylko na magistrat: - Oni nigdy nie pomogli, szukali okazji, żeby wywalić mnie i moje zbiory na bruk. Tłumaczyli, że skoro nie mam na czynsz, to powinienem zmienić zajęcie albo iść do opieki społecznej. Ja im grzecznie odpowiadałem, że nie mam zamiaru. Teraz już mnie nie nękają, a ja dalej robię swoje.
Tysiąc dolarów za rok pracy
Twórca muzeum miewał intratne propozycje, chciano nawet wykupić całą jego kolekcję. Nie zgodził się. - Przecież to moje życie - tłumaczy. Kiedyś sprzedał do Singapuru za 1000 dolarów jeden z egzemplarzy „Pana Tadeusza”. Przepisywał go cały rok.
Teraz ma gotowych kilka nowych nowel, czekają na zszycie i oprawę. Z ogółem 126 pozycji, które wyszły spod jego ręki, spieniężył tylko niewielką część. Niektóre albo podarował, albo wypożyczył na wystawy. Te najbardziej cenne znajdują się przy Pankiewicza.
Wolne datki, które zostawiają goście placówki, nigdy nie wystarczały na jej utrzymanie. Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego magistratu mówił jakiś czas temu dziennikarzom, że miasto chciało pomóc, tylko nie miało jak. - Nie możemy przekazywać pieniędzy osobom prywatnym, a pan Modrzejewski jest taką osobą. Proponowaliśmy mu pomoc w założeniu stowarzyszenia, ale odmówił - tłumaczył.
Obiady w barze
Niedawno Bielsko-Białą odwiedził prezes kanadyjskiej The Reymont Foundation. Akurat zbiegły się dwie rocznice: 150 lat temu urodził się patron muzeum, wtedy też ogłoszono powstanie Kanady. Tadeusz Modrzejewski został z tej okazji uhonorowany Złotym Medalem Królewskiej Kanadyjskiej Legii za - jak czytamy w uzasadnieniu - „kultywowanie polskiego dziedzictwa narodowego w Kanadzie, wśród Polonii i w Polsce”. Stało się tak na wniosek fundacji.
- Żadnych dodatkowych gratyfikacji z tego tytułu nie było, ale Reymont Foundation uregulowała niektóre długi muzeum. Wykupili mi też obiady w barze Pierożek, za co jestem im bardzo wdzięczny. W tej chwili prowadzą kwestę na spłatę pozostałych zobowiązań - cieszy się właściciel placówki.
Kustosz bielskiego muzeum tryska optymizmem. Uradowało go, że w planach rewitalizacji starówki uwzględniona została również kamienica, w której znajduje się muzeum. Elewacja budynku ma zostać wkrótce odnowiona. A on sam zapewnia, że będzie pracował dalej. - Jestem szalony, ale niegroźny. I coś po sobie potomnym pozostawię - zapewnia ze śmiechem.
Marek Żuliński
Na zdjęciu tytułowym: ciemności w muzeum panują od siedmiu lat, wnętrza oświetlają świece. - To się wkrótce zmieni, znów będzie prąd - zapowiada kustosz. Fot. autor.
Galeria:
Komentarze 23
@panie Fan - skoro jak napisałeś Tadek ma wy... na internet to czemu co kilka miesięcy skamle w nim o zapomogi? A skoro żyje jak normalny człowiek to dlaczego chce pomocy od tych nienormalnych którzy sami pracują na swoje utrzymanie?
Właśnie dzięki takim osobom jak Krywult i Klimaszewski nasze miasto jest smutną, kulturalną dziurą bez tradycji , gdzie społecznikom, twórcom, organizacjom rzuca sie albo kłody pod nogi albo ochłapy, a ulubioną rozrywką bielszczan jest łażenie po galeriach


Klauzula informacyjna ›