Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski trafił do Auschwitz już w pierwszym transporcie. Na obozowym ringu stoczył wiele zwycięskich walk i został mistrzem wszechwag tej największej w dziejach fabryki śmierci. Życie wywalczył sobie dosłownie pięściami, ale w kacecie spotykał się również z ludźmi, którzy z przemocą nie mieli nic wspólnego. Jednym z nich był zakonnik, który został wyniesiony przez Kościół katolicki na ołtarze.

Rajmund Kolbe, syn Niemca i Polki, do historii przeszedł jako św. Maksymilian Maria Kolbe. W 1914 złożył śluby wieczyste, został franciszkaninem konwentualnym oraz misjonarzem i prezbiterem. Wydawał pisma „Rycerz Niepokalanej” i „Mały Dziennik”. To pierwsze było miesięcznikiem, którego nakład w 1938 osiągnął milion egzemplarzy. Jedenaście lat wcześniej wybudował pod Warszawą klasztor Niepokalanów, gdzie w 1939 aresztowali go Niemcy. Został zwolniony, ale 17 lutego 1941 zatrzymano go ponownie i osadzono na Pawiaku. Do Auschwitz trafił trzy miesiące później. Otrzymał nr 16670.

Brawa esesmanów

Więzień nr 77, czyli Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski, pierwszy raz spotkał o. Kolbego w Babicach. „Teddy” orał wtedy pod nadzorem esesmanów pole. Po latach tak wspominał to wydarzenie: - Zauważyłem więźniów z komanda grodzącego pastwisko. Vorarbeiter, czyli pomocnik kapo, znęcał się nad jakimś więźniem, który czołgał się na czworakach (…), kopał go z całych sił. Postanowiłem dać mu nauczkę.

„Teddy” powiedział pilnującemu go esesmanowi, że chciałby sobie z tym sadystą potrenować. On i inni strażnicy ochoczo wyrazili zgodę, spodziewali się dobrej zabawy. Walka była krótka, bokser nie dał swemu przeciwnikowi żadnych szans. Oniemiali więźniowie patrzyli, jak ich oprawca pada na ziemię, a esesmani zaczęli bić brawa.

Po chwili Vorarbeiter wstał, znów doskoczył do Tadeusza, znów upadł. „Teddy” spytał, czy chce jeszcze dziś trafić do krematorium. Zamierzał okładać go dalej, kipiał wściekłością. Wtedy jednak ktoś chwycił go za rękę i zaczął błagać: - Nie bij, synu, bracie, nie bij, synu! Proszącym była niedoszła ofiara Vorarbeitera.

Łagodna, spokojna twarz

Zmaltretowany więzień miał na nosie okulary w drucianej oprawie, jeden z brakujących zauszników zastępował kawałek sznurka. - Jaki ja tam twój syn, pomyślałem i kazałem mu się odczepić. Jego twarz była jakaś nienormalna: łagodna, dziwnie spokojna. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Zabrakło mi języka w ustach. W końcu machnąłem ręką i odszedłem - wspominał Tadeusz Pietrzykowski.

Pod wieczór ksiądz Jan Marszałek, który także przybył do KL Auschwitz w pierwszym transporcie, wyjaśnił „Teddyemu”, kim był ów więzień, w którego obronie stanął. Zaproponował spotkanie. Odbyło się ono w alejce brzozowej, tzw. Birkenallee. Ponoć o. Kolbe mówił wtedy, aby wymierzanie sprawiedliwości zostawić Bogu.

Wkrótce ich drogi znów się skrzyżowały. „Teddy” podarował mu kawałek chleba. Na drugi dzień okazało się, że jeden z więźniów go księdzu ukradł. Wzburzony bokser postanowił wymierzyć złodziejowi sprawiedliwość, ale o. Kolbe nie pozwolił go tknąć. Zakonnik powiedział Tadeuszowi: - Jeśli chcesz przychodzić do mnie, musisz opanować swój wybuchowy charakter. Takiej reakcji się nie spodziewał. Dał księdzu kawałek chleba, a ten na oczach wszystkich połowę wręczył złodziejowi, bo „on przecież też jest głodny”.

Zastrzyk w serce

Tadeusz Pietrzykowski ostatni raz widział o. Kolbego 29 lipca 1941 podczas obozowego apelu. Tego dnia, w odwecie za ucieczkę więźnia, SS-Rapportführer Karl Fritzsch wybrał dziesięć osób, które miały umrzeć śmiercią głodową. Był wśród nich Franciszek Gajowniczek. Wychodząc z szeregu płakał, że musi osierocić żonę i dzieci. Zakonnik poprosił esesmana, by ten pozwolił mu iść do bunkra w zamian za współwięźnia. Ten wyraził zgodę.

Szesnaście dni później, 14 sierpnia 1941 o godz. 12.50, w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w bloku 11 znanym dziś jako Blok Śmierci, kierownik izby chorych Hans Bock wbił w serce zakonnika zastrzyk trucizny. Ciało więźnia nr 16670 trafiło do krematorium. Maksymilian Maria Kolbe został kanonizowany przez papieża Jana Pawła II 10 października 1982, w uroczystościach uczestniczył Franciszek Gajowniczek.

O przerwanej karierze sportowej i obozowym życiu Tadeusza Pietrzykowskiego pisaliśmy w artykule Bokser, który walczył o życie. Wkrótce opublikujemy trzeci, ostatni już artykuł o wybitnym sportowcu, który po wojnie zamieszkał w Bielsku. Napiszemy o jego działalności w obozowym ruchu oporu, współpracy z rotmistrzem Witoldem Pileckim, o zamachu na Rudolfa Hössa i o tym, jak „Teddy” i jego koledzy zjedli Rolfa, psa komendanta Auschwitz.

* * *

Fakty podane w artykule pochodzą m.in. z pracy magisterskiej Marty Bogackiej „Obozowe lata Tadeusza Pietrzykowskiego” oraz opracowania Joanny Cieślak i Antoniego Molendy „Tadeusz Pietrzykowski >Teddy< 1917-1991”.

Marek Żuliński

Na zdjęciu tytułowym: Tadeusz Pietrzykowski spotkał o. Maksymiliana trzykrotnie, ostatni raz podczas apelu. To wtedy zakonnik zgłosił się na śmierć. Fot. Magna Polonia.