Świetnie zna problemy Bielska-Białej
Rozmowa z Przemysławem Koperskim, kandydatem Sojuszu Lewicy Demokratycznej na prezydenta Bielska-Białej
"Prezydent nie jest nieomylny" - to Pana samorządowe motto...
- ...adekwatne do obecnej sytuacji. Piastując tak odpowiedzialne stanowisko, powinno się uważnie słuchać nie tylko wewnętrznego ja, ale i głosu swoich doradców, i przede wszystkim mieszkańców.
Nikt nie pytał mieszkańców
Tego brakuje w Bielsku-Białej?
- Bardzo! Brakuje konsultacji społecznych dotyczących poważnych inwestycji. Ludzie mają prawo wiążąco wypowiedzieć się na temat danego pomysłu władz. Przecież samorząd wydaje ich pieniądze. Prezydent powinien więc realizować wolę mieszkańców, a nie ją narzucać! Tymczasem nikt nie pytał mieszkańców Bielska-Białej o inwestycję narciarską i halę wielofunkcyjną na Dębowcu czy inwestycję związaną z budową stadionu przy ul. Rychlińskiego. Można by nawet powiedzieć, że te decyzje podjęła jedna osoba.
Podczas pracy w innych miastach zauważył Pan rozwiązania, które warto by było przenieść do Bielska-Białej?
- Przynajmniej kilka - np. mocne otwarcie się na podmioty ekonomii społecznej. Takie zadania, jak np. transport osób niepełnosprawnych, utrzymanie zieleni, sprzątanie biur i autobusów, prowadzenie stołówek, placówek dla bezdomnych świetnie realizują tego typu organizacje. Zatrudnione tam osoby otrzymują normalne świadczenia. Niestety, w wielu samorządach te prace wykonują firmy nastawione tylko na zysk, w których tzw. umowy śmieciowe to norma. Kolejny przykład to intensywna współpraca władz samorządowych z organizacjami pozarządowymi. Już po kilkunastu miesiącach realizacji zadań zleconych przez miasta, NGO-sy świetnie pozyskują pieniądze z UE i mogą pozwolić sobie na realizację milionowych projektów na rzecz mieszkańców w obszarach, którymi wcześniej zajmowała się tylko grupa urzędników. W Bielsku-Białej jest wiele podmiotów, które skutecznie walczą o europejskie pieniądze i mądrze je wykorzystują dla swoich celów. Realizują jednak zazwyczaj niewielkie projekty. Miasto mogłoby nawiązać z nimi świetną współpracę z korzyścią dla mieszkańców. Trzeba jednak zauważyć taką możliwość i nie uciekać się do pozorowanych działań.
Jak nie śmierdzi, skoro śmierdzi?
Kolejny prezydent Bielska-Białej odziedziczy po poprzedniku także rozpoczętą inwestycję - stadion miejski. Już wiadomo, że nie uda się go dokończyć w tym roku. Trzeba sprawę doprowadzić do końca. I co dalej?
- Ta lokalizacja, wielkość, cena i koszty utrzymania budzą uzasadniony niepokój. Według wstępnych szacunków, potrzeba będzie rocznie milionów złotych na funkcjonowanie tego obiektu. Trzeba zrobić wszystko, aby przychody nadążały za kosztami. Tu niezbędna jest ekspercka burza mózgów jeszcze przed zakończeniem tej inwestycji, aby od dnia otwarcia obiektu wdrożyć jakiś mądry plan. Wątpię, by kluby sportowe chętnie płaciły ogromne pieniądze za korzystanie ze stadionu. Z tym problemem nie będzie się niestety borykał jedynie kolejny prezydent Bielska-Białej, ale także wszyscy następni!
A smród z Zakładu Gospodarki Odpadami w Lipniku? Problem jest coraz większy, bo śmierdzi już w całym mieście, nawet na Błoniach!
- Tak, czuję to i na mojej ulicy. Najgorzej jest jednak w Lipniku, gdzie mieszka rodzina mojej żony. Bywam tam i wiem, co przeżywają. Obecne władze miasta twierdzą, że nie śmierdzi, powołując się na opinie hiszpańskich ekspertów! Jak nie śmierdzi, skoro śmierdzi?! Unowocześnienie kompleksu było realizowane częściowo z funduszy UE i WFOŚiGW w Katowicach, więc zainteresowałem tematem komisję ochrony środowiska Sejmiku, której jestem członkiem, oraz Marszałka i Urząd Marszałkowski. Jeżeli odoru nie uda się usunąć standardowymi działaniami, należy się na poważnie zastanowić, czy części odpadów nie składować w innym miejscu lub czy nie przenieść w przyszłości zakładu bądź jego najbardziej uciążliwych elementów w inne miejsce.
Pustostany dla młodych
Zarzuca Pan także obecnym władzom miasta, że nieumiejętnie prowadzą proces unowocześniania taboru Miejskiego Zakładu Komunikacji?
- Jesteśmy chyba jedynym miastem w województwie śląskim, gdzie strategia dotycząca funkcjonowania komunikacji publicznej zakłada, że i tak 50 proc. mieszkańców będzie jeździło swoimi samochodami, a korzystający z autobusów to, co do zasady, klienci socjalni! To podejście utrudnia ponadto pozyskiwanie zewnętrznych środków. W ostatnich tygodniach w ramach programu "Gazela" przyznano gminom ponad 80 mln zł dotacji na zakup hybrydowych autobusów. Bielska-Białej nie było nawet na liście rezerwowej. Pieniądze poszły tam, gdzie władze chcą, aby transport publiczny był prawdziwie ekologiczny oraz stanowił alternatywę dla transportu samochodowego. Do tego trzeba dążyć także w naszym mieście! Proponuję również, by w strategii zapisać, że w Bielsku-Białej będą jeździły ekologiczne, ciche i tanie w eksploatacji autobusy elektryczne.
Wykładał Pan na kilku bielskich uczelniach wyższych. Wie pan zatem, że część młodych ludzi wyjeżdża z miasta po studiach, bo nie widzi tutaj perspektyw. Jak ich zatrzymać w Bielsku-Białej?
- Miasto musi stać się silniejszym ośrodkiem akademickim, by przyciągać także studentów z innych miast. Trzeba ponadto wspierać firmy, które zaoferują absolwentom atrakcyjne miejsca pracy. Warto wzmocnić rolę inkubatorów przedsiębiorczości oraz oddać, po preferencyjnych cenach lub czasowo bezpłatnie, młodym przedsiębiorcom miejskie pustostany. Są ich dziesiątki, jeśli nie setki, wiele z nich nawet na ul. 11 Listopada. Miasto musi stać się również prawdziwie przyjazne dla młodych rodzin. Należy bezwzględnie i szybko w Bielsku-Białej wprowadzić bezpłatne przedszkola i zadbać o ich infrastrukturę. Udało się w mieście, gdzie pracowałem jako wiceprezydent, więc jeśli wygram wybory u nas - również tak będzie. To niewielki koszt dla budżetu miasta.
Narodziny nowego SLD
Część bielskiego SLD nie zaakceptowała Pana jako kandydata na prezydenta Bielska-Białej. To sygnał dla wyborców, że źle się w partii dzieje. Na czyje głosy liczy Pan w tych wyborach?
- O wewnętrznych sprawach partii nie chcę rozmawiać. Co do mojej kandydatury nie było wątpliwości. Dotyczyły one tylko listy kandydatów na radnych. Wypowiadałem się już zresztą na ten temat. Warto jednak zaznaczyć, że odejście kilku starych liderów sprawiło, że zgłosili się do nas zupełnie nowi ludzie, do tej pory nie chcący współpracować z naszą partią. Jesteśmy więc świadkami narodzin nowego SLD w Bielsku-Białej. W najbliższych wyborach wystartuje ze mną kilkadziesiąt osób. To świetni ludzie i wiem, że mogą liczyć na głosy wszystkich mieszkańców Bielska-Białej - nie tylko tych, którzy do tej pory głosowali na Sojusz czy inne lewicowe ugrupowania. Moi wyborcy doskonale wiedzą, że świetnie znam problemy Bielska-Białej. To moje ukochane miasto. Tutaj stawiałem swoje pierwsze zawodowe kroki, ukończyłem szkołę średnią i poznałem żonę. Tutaj mieszkam, pracuję i stoję w korkach, wożąc syna do przedszkola. Tutaj również mój śp. tato założył w 1982 roku znaną bielszczanom firmę, w której pracowałem podczas studiów. Stąd zostałem wreszcie, startując z drugiego miejsca liście, wybrany do Sejmiku, zdobywając blisko 5,5 tys. głosów.
Przynależność polityczna to zatem atut czy obciążenie?
- Każdy medal ma dwie strony. Niestety, na kandydata często patrzy się przez pryzmat działalności partii na arenie krajowej. Tracą wtedy na znaczeniu indywidualne dokonania człowieka. Działając jednak w pewnej grupie, możemy więcej zdziałać - szybciej dotrzeć z pomysłami do samorządu województwa czy na szczebel krajowy. Prawda jest taka, że każdy, w tym ustępujący prezydent miasta, musi uprawiać politykę. Twierdzenie, że jest inaczej, to kłamstwo.
Jak Pan ocenia mijającą kadencję Jacka Krywulta?
- Ocenę wystawią wyborcy. Każdy widzi, jak jest.
Kadencyjność w samorządach
SLD mocno promuje pomysł, aby w samorządach także obowiązywała kadencyjność stanowisk. Czemu to ma służyć?
- Jeśli pomysł wejdzie w życie teraz, każdy wójt czy prezydent będzie miał świadomość, że po dwóch kadencjach zostanie kompleksowo rozliczany ze swojej pracy. Są w Polsce samorządowcy od kilkunastu lat "przyklejeni" do stołków. To sprawia, że ludzie nie widzą sensu udziału w wyborach, bo i tak wiadomo, że znowu wygra ta sama osoba. Kadencyjność sprawi, że w pracę w samorządzie zaangażują się nowi ludzie, a dobrzy samorządowcy będą mieli szansę na działalność publiczną na szczeblu regionalnym i centralnym. Dziś mamy wielu parlamentarzystów, którzy nigdy nie pracowali w samorządzie, a ustalają dla niego prawo! Gdyby w Sejmie pracowali byli samorządowcy, przepisy stanowione dla miast i gmin na pewno byłyby lepsze.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Anna Szafrańska
Przemysław Koperski - z wykształcenia jest prawnikiem. W latach 1998-2006 byłem radnym powiatu bielskiego (klub radnych SLD). Od 2003 do 2009 roku był szefem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach. Od grudnia 2010 do czasu objęcia mandatu radnego Sejmiku Śląskiego w marcu 2014 był zastępcą prezydenta Częstochowy.
xxx
Dotychczas w cyklu prezentującym kandydatów na prezydenta Bielska-Białej w wyborach samorządowych 2014 zamieściliśmy artykuł Miasto musi zatrzymać młodych.
Galeria:
Komentarze 72
99% ludzi? skąd wziąłeś takie informacje. Ja znam osoby co małe kredyty brały i na bierząco spłacały i pracują na dwie roboty. Da się? i domy pobudowali. Jeśli tak będzie to dalej wyglądało, to jestem pewny, że każdy kolejny rząd będzie robił z ludzi biedaków. I nie ma szans na jakieś pospolite ruszenie, bo ludzie uwiązani będą kredytami.
Ps.
Pozdrów kolegów na siłowni.
Ech... głupiś.... idź lepiej na siłownie, wypocisz to może,..
,,,,niezarejestrowany - Brygida do Kunegundy i Wacka 2014-09-23 19:24
Jeśli obecny prezydent będzie mieć tylko takich kontrkandydatów, wygra kolejne wybory bez najmniejszego wysiłku,,,
to się mylisz. prawda jest dla ciebie grutalna Krywult jest wy bielsku spalony każdy ma go dość
................ ale komu to nie mówią .





Klauzula informacyjna ›