Potrącony przez samochód w poniedziałek samiec sarny, czyli koziołek został przekazany do Leśnego Pogotowia w Mikołowie, gdzie czeka go dalsze leczenie i rehabilitacja. Stan zwierzęcia uległ poprawie. Nie ma złamań, ale sytuację komplikują rany oraz uraz głowy.

O tym bulwersującym przypadku pisaliśmy szczegółowo w artykule Sarna w blaszanym kontenerze. Okazuje się, że co roku w Bielsku-Białej i okolicach ludzie znajdują setki rannych i chorych zwierząt. Tylko do bielskiego schroniska Reksio przywożonych jest rocznie ponad sto dzikich zwierząt. Niestety, części nie daje się uratować. Reszta albo wkrótce po przyjęciu jest wypuszczana bez dłuższego leczenia i rehabilitacji, albo usypiana. W 2016 roku do Mikołowa oraz do bielskiego Mysikrólika nie zostało przekazane z Reksia żadne zwierzę.

W opisywanym przez nas przypadku rannego koziołka zdecydowano się skorzystać z pomocy największego na Śląsku ośrodka w Mikołowie zamiast z bielskiego Ośrodka Rehabilitacji Mysikrólik, który stale współpracuje z mikołowskim pogotowiem. Ośrodki rehabilitacji są działającymi za zezwoleniem Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska instytucjami prowadzonymi najczęściej przez nadleśnictwa lub prywatnie przez pasjonatów posiadających odpowiednie uprawnienia. Bielska gmina miała więc możliwość wyboru.

Koszty, jakie ponoszą ośrodki na rehabilitację dzikich zwierząt są dużo wyższe niż w przypadku utrzymania bezdomnego psa lub kota. Placówka musi zapewnić specyficzne dla różnych gatunków pożywienie oraz odpowiednie warunki pobytu i opiekę. Ośrodki utrzymują się z datków, środków własnych właścicieli, a także z pieniędzy przekazywanych przez gminy w zamian za opiekę nad zwierzętami będącymi formalnie własnością skarbu państwa.

Opłaty są zróżnicowane, zależnie od gatunku i stanu zwierzęcia. Są jednak z reguły znacznie niższe niż należności wnoszone do kas schronisk dla zwierząt przez gminy za umieszczanie w nich "swoich" bezdomnych psów i kotów. Większość tego typu placówek w kraju, podobnie jak bielski Mysikrólik, przyjmuje od osób prywatnych dzikie zwierzęta całkowicie bezpłatnie, choć tylko część gmin podpisuje z ośrodkami umowy i pomaga im materialnie w prowadzeniu działalności.

Ostatni przypadek rannego samca sarny pozwala mieć nadzieję, że polityka Ratusza ulegnie zmianie, dzięki czemu problem budzący spore emocje zostanie trwale rozwiązany dla dobra zwierząt. Jak dowiedział się nasz portal, stan koziołka uległ poprawie i jest nadzieja, że wyzdrowieje. Minie jednak trochę czasu zanim będziemy mogli stwierdzić, że po wypuszczeniu na wolność przeżyje.

Piotr Bieniecki